Menu

Bez znaczenia gdzie i jak, byle ciągle iść do przodu, nawet pod wiatr.

Dziennik z podróży, z życia. Garść przemyśleń i relacji z trasy, tona motywacji i szczypta dobrych porad. Najwyższy czas spakować swój plecak i w drogę!

Stopem przez Bałkany - 10 państw w 10 dni - Węgry i Chorwacja

podartejeansy

- Koszulka, śpiwór, zapasowe skarpetki, nóż sprężynowy… - wyliczam po kolei kolejne przedmioty. Chyba wszystko spakowane. Jeszcze tylko mocniej ściągnąć troczki od plecaka i dopiąć wszystkie paski. Zarzucam ciężar na plecy i poprawiam włosy, teraz mogę ruszać.

Tak zaczął się mój pierwszy dzień wakacji. Od początku nie do końca przekonana co do pomysłu zwiedzania Półwyspu Bałkańskiego stopem, miałam sporo wątpliwości, jednak szybko dałam się wciągnąć w klimat podróży. Pierwszym przystankiem było jezioro Balaton na Węgrzech.

View_of_Lake_Balaton_from_Si%C3%B3fok_2010

Pomimo tego, że na miejsce docieramy dość późno, postanawiamy iść się wykąpać. Na zegarach wybiła 23:00, a woda zdaje się być cieplejsza niż ta, która płynie z campingowego prysznica. Miejsce jest dość spokojne, ale nie możemy pozwolić sobie na długie pływanie. Rano ruszamy dalej.

Opuszczamy teren campingu i kierujemy się w stronę drogi szybkiego ruchu. 

Słońce na dobre ulokowało się wysoko na bezchmurnym niebie, posyłając coraz cieplejsze promienie ogrzewające moją twarz. Szum samochodów oznacza, że cel jest już blisko. Teraz wystarczy tylko znaleźć dogodne miejsce. W pobliżu dostrzegam stację benzynową – idealnie. Zdejmuję plecak, podróż dopiero się zaczęła i jeszcze nie czuję, żeby za bardzo mi ciążył, ale upał jest niemiłosierny. Wyciągam podarty karton z napisem ,,Zadar” i z uśmiechem na twarzy macham do mijających mnie kierowców tak zwaną ,,okejką”. Czas płynie, a auta przejeżdżają. Szybko, zbyt szybko. Nie tracąc nadziei kierujemy się w stronę stacji – może tam uda nam się kogoś zaczepić.

Pierwsza próba kończy się porażką. Miły Słowak z ciężarówki informuje mnie, że niestety nie wybiera się w moim kierunku. Dziękuję uprzejmie i podchodzę do mniejszego dostawczaka. Rumuńska rejestracja nie napawa optymizmem, ale kierowca wydaje się być sympatycznym gościem. Pokazuję mu obdarty karton, a ten uśmiecha się przyjaźnie i mówi, że jedzie do Włoch, ale może nas podrzucić jakieś 200km dalej. Bez wahania pakujemy się do środka.

Całe szczęście, kierowca dość dobrze mówi po angielsku, więc bez problemu nawiązuję się rozmowa. Pytam, co można zobaczyć w Rumunii. Nic – odpowiada. - Nic poza zamkiem Drakuli i jaskiniami. Tak, mamy piękne jaskinie, ale nic więcej. - Mężczyzna na chwilę odrywa wzrok od drogi i przygląda mi się uważniej. - Tylko nie próbujcie łapać stopa w Rumunii, to zbyt niebezpieczne – ostrzega.

Po dwóch godzinach jazdy zdążyliśmy przerobić chyba każdy temat – od pracy i spraw bieżących, przez rodzinę, aż po stosunek do Kościoła i księży. Kiedy nadszedł moment naszej wysiadki, przez chwilę kusiło mnie, żeby zostać w środku i jechać z Simonem, bo tak miał na imię mój kierowca, do samej Florencji, ale niestety, nasz budżet mógłby tego nie znieść. Zabawne o ilu rzeczach można porozmawiać z obcym sobie człowiekiem, innego pochodzenia, rzekłoby się zwykłym kierowcą dostawczaka, a nie rozmawiałoby się o tym z ludźmi ze środowiska, którzy przecież wykształceni, po wyższych studiach. Prawda jest taka, że sam papierek ukończenia szkoły rozumu nam nie dodaje, a szkoda. Uścisnęłam mu rękę na pożegnanie – bezpiecznej podróży.

*

Bułka z pasztetem – nie jest to zbyt wyrafinowany posiłek, ale przez najbliższe dni będzie naszym głównym daniem. Trzymanie diety podczas podróży stopem jest zbyt kłopotliwe. I zbyt kosztowne.

Deszcz zacinał niemiłosiernie, a do wyznaczonego na dziś celu jeszcze daleko. Błądząc między tirami, ciężarówkami i innymi pojazdami dostrzegam polski autobus. Dokąd jedziecie – pytam jednego z kierowców. Odpowiedź jest niczym miód dla moich uszu – Jeziora Plitvickie. Wspaniały Chorwacki Park Narodowy, który chcieliśmy dziś zwiedzić w drodze na wybrzeże, w zasięgu ręki. Niestety zachwyt trwał krótko. Nie zabiorą nas. Nie ma nawet takiej opcji. Nie ważne, że my też z Polski, nie ważne, że leje, nie ważne, że jedziemy w tym samym kierunku. Żegnam panie.

Z delikatnie nadszarpniętym zapałem chowamy się pod dachem stacji. Nie upłynęło zbyt wiele czasu, jak pod dystrybutor podjechały trzy samochody. Przyglądam się rejestracjom i nie wierzę własnym oczom. Zabawne, że w środku obcego kraju, tak daleko od domu, można spotkać kogoś z rodzinnego miasta, szczególnie jeśli pochodzi się z małej miejscowości. Bez większego namysłu podchodzę do kierowców i pytam się czy nie jadą może w moim kierunku. Po krótkiej rozmowie wynika, że owszem jadą, ale nas nie zabiorą. Polak Polakowi wilkiem. Jak widać, przede wszystkim nie chodzi tu o to, że nasz naród jest ksenofobiczny, ale o to, że wszystkie pojedyncze jednostki z osobna również, przez co nawet sami sobie pomóc nie potrafimy. Smutne, że po spotkaniu tak wielu Polaków z pomocą przychodzi nam para niemieckich studentów ekonomii. Ilu z tych naszych ,,prawdziwych patriotów” uznałoby ich po prostu za nadętych szwabów i przeszło obok bez słowa, kiedy to właśnie oni, a nie moi rodacy, zabierają nas do samochodu. Nie tylko wspólnie dojechaliśmy do Parku Narodowego, ale również razem go zwiedziliśmy i jeszcze pomogli nam z powrotem dostać się na autostradę – wspaniali ludzie. Co mogę powiedzieć o samych Jeziorach Plitvickich? Jeśli jesteśmy w Chorwacji to powinny być one obowiązkowym punktem naszej podróży. Cena, choć wysoka, na pewno adekwatna do tego, co oferuje nam ten Park Narodowy. Spektakularne widoki na wodospady, spod wodospadów i znad wodospadów i nie tylko.

most220140805_17193320140805_183116

Dalsza podróż przebiegała bardzo pomyślnie – dzięki przyjaznemu Węgrowi i uprzejmym Chorwatom docieram na miejsce. Jest już lekko po północy, kiedy wchodzimy na plażę w Biogradzie. Rozkładamy śpiwory. Cóż, tej nocy będzie naszym domem.

20140806_073822A taki widok czekał nas po przebudzeniu.

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Fitket] *.toya.net.pl

    Super wyprawa, piękne zdjęcia :D . Zazdroszcze Ci bardzo. Pozdrawiam :)

  • Gość: [Jula] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Bałkany autostopem to moje marzenie.
    Piękne zdjęcia z PN Jezior Plitwickich.

  • Gość: [Pam] 193.0.108.*

    Też się właśnie zastanawiał jak to jest z autostopem na Bałkanach, na razie jeździłam w ten sposób tylko po Bułgarii, ale jak widzę, nie ma z tym problemu :). Chorwackie jeziora są przepiękne i robią niesamowite wrażenie, jak cały ten kraj zresztą.
    Kocham biwakowe życie i pobudki na w namiocie n plaży i jak tak czytam Twój wpis to juz tęsknie za wakacjami...

    Dość szybkie tempo sobie narzuciliście, że w zaledwie 10 dni przejechaliście 10 państw - nie przeszkadzało Wam to?

  • podartejeansy

    Niestety czas podróży był narzucony z góry, a przystankiem docelowym było Kosowo, więc trzeba było się sprężać, ale mimo wszystko uważam, że zobaczyliśmy naprawdę sporo ;).
    Oczywiście pod koniec zabrakło trochę czasu np na odwiedzenie Tirany czy zwiedzanie Belgradu, ale wszystko można nadrobić w następnej podróży ;)

  • Gość: [Cisu] *.adsl.inetia.pl

    Zazdroszczę...

© Bez znaczenia gdzie i jak, byle ciągle iść do przodu, nawet pod wiatr.
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci